Łączna liczba wyświetleń

piątek, 5 kwietnia 2024

List Prezesa Kaczyńskiego do Prezesa i Wiceprezesa Polskiego Związku Ziemian w Londynie

 

http://zarzad-glowny.ziemianie.org.pl/web_documents/list_jaroslawa_kaczynskiego.pdf

 

WIELKA GRABIEŻ WŁASNOŚCI PRYWATNEJ

 Komunistyczne władze, dążące do przejęcia władzy w Polsce, planowały wyeliminować środowiska potencjalnie im przeciwne. Dlatego na mocy dekretu PKWN z dn. 6.IX.1944 r. postanowiono przeprowadzić tzw. reformę rolną czyli wywłaszczyć bez odszkodowania wszystkie majątki ziemskie o powierzchni ogólnej powyżej 100 ha, bądź 50 ha użytków rolnych, a na terenie woj. poznańskiego, pomorskiego i śląskiego jeżeli ich łączna pow. przekraczała 100 ha niezależnie od wielkości użytków rolnych. Wszystkie nieruchomości przechodziły na własność Skarbu Państwa bez żadnego odszkodowania, z przeznaczeniem na cele reformy rolnej. Dnia 12.XII.1944 r. uchwalono dekret o przejęciu na własność skarbu Państwa lasów i gruntów leśnych o obszarze ponad 25 ha. Wraz z nieruchomościami konfiskacie podlegał cały inwentarz żywy, zasiewy oraz wszelkie ruchomości jak meble, książki i przedmioty użytku osobistego. Wraz z nieruchomościami konfiskacie podlegał cały inwentarz żywy, zasiewy oraz wszelkie ruchomości jak meble, książki i przedmioty użytku osobistego.

 

 

 

Zdewastowany dwór w majątku Lisiogóra 


Majątek ziemski przed dewastacją, w/g obrazu z 1937 r.


Tak więc przeprowadzenie reformy rolnej, sztandarowego hasła komunistów miało się odbyć kosztem prywatnej własności ziemskiej. Oba te akty były sprzeczne nie tylko z poczuciem sprawiedliwości i prawem międzynarodowym ale także z ówczesnym porządkiem konstytucyjnym. Art. 99 konstytucji RP z 17 marca 1921 r., utrzymany w mocy przez art. 81 konstytucji RP z 23 kwietnia 1935 r. chronił własność prywatną, uniemożliwiając wywłaszczenie bez odszkodowania. Przeprowadzenie reformy rolnej w Polsce w istocie miało spełnić funkcję polityczną, a nie ekonomiczną. Dążono do zniszczenia ziemiaństwa jako patriotycznie nastawionego środowiska poprzez rozdawnictwo ziemi zamierzano pozyskać do swoich celów chłopstwa.

 

 


 

 Na represyjny charakter dekretu wskazywał Trybunał Konstytucyjny w swoim postanowieniu z dnia 28.XI.2001 r. / sygn. akt SK 5/2001 / stwierdzając co następuje: “Dekret PKWN z 6.IX.1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej nie tylko dokonywał zmian w strukturze własności rolnej lecz poprzez zakres i sposób jej przeprowadzenia niszczył ziemiaństwo jako grupę społeczną i kategorię wytwórców spełniającą określoną funkcję w strukturze ekonomicznej kraju”

  Bezpośrednim i rzeczywistym celem dekretu była likwidacja ziemiaństwa jako najważniejszego wroga i liczącej się przeszkody w sowietyzacji kraju oraz podważenie prawnego i moralnego porządku społecznego, opartego na prawie własności. Ziemiaństwo stanowiło zagrożenia dla systemu komunistycznego i planów Stalina dotyczących całkowitego zniewolenia Polski.

 

 

Oczywiście ziemiaństwo nie było jedyna grupą społeczną, która ucierpiała w wyniku działań komunistycznej władzy. Była za to grupą, które te działania najbardziej dotknęły. Właściciele ziemscy pozbawieni zostali nie tylko podstaw egzystencji ekonomicznej ale także wyrzuceni ze swoich miejsc zamieszkania (dwory, pałace). Dodatkową szykaną był zakaz osiedlania się byłych właścicieli na terenie powiatu, na którym znajdował się majątek.

 


 

 PTZ nie akceptując od momentu swego powstania, bezprawnych aktów władzy ludowej, postulował podjęcie działań zmierzających do zadość uczynienia doznanym krzywdom. Niestety pomimo wielu prób polski parlament nie zdobył się dotychczas na uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej. Najbliżej tego momentu byliśmy w 2003 roku, kiedy to zaakceptowana już przez Sejm i Senat ustawa, została zawetowana przez ówczesnego prezydenta. Był to kolejny dowód, potwierdzający fakt, że partykularne interesy poszczególnych ugrupowań są ważniejsze niż rozwiązanie tej palącej sprawy.

Warto przy tym pamiętać, że Polska jest jedynym krajem z naszego regionu, w którym nie uregulowano kwestii restytucji mienia. Odłożenie regulacji stosunków własnościowych utrudnia, a chwilami wręcz zniechęca zachodni kapitał do inwestycji w Polsce.


piątek, 5 stycznia 2024

Polskie Towarzystwo Ziemiańskie

 

Wystosowaliśmy pisma do czołowych kandydatów na urząd Prezydenta RP z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie restytucji zawłaszczonego przez komunistów mienia oraz z pytaniem czy, w przypadku wygrania wyborów, wyjdą z inicjatywą legislacyjną w tej sprawie. Nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi.

Pozostawiamy to bez komentarza.

 

 

 

 

wtorek, 12 grudnia 2023

Europa w rodzinie. Ziemiaństwo polskie w XX wieku

Wystawa „Europa w rodzinie. Ziemiaństwo polskie w dwudziestym wieku”, przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej i Polskie Towarzystwo Ziemiańskie opowiada o polskim ziemiaństwie i jego losach w XX w.

„Europa w rodzinie” to nie tylko rodzinne koneksje polskiej arystokracji z rodami europejskimi. Rodzina ziemiańska i majątek ziemski były często miejscem, do którego sprowadzano nowe rozwiązania cywilizacyjne i innowacje techniczne (np. specjalistyczne hodowle i uprawy) z kapitalistycznego Zachodu. Odbywało się to zwykle dzięki studiom młodych ziemian na uczelniach zachodnich, praktykom w majątkach na Zachodzie, kontaktom gospodarczym, podróżom zagranicznym. „Wyższe urodzenie pociąga za sobą przede wszystkim większe obowiązki, a nie tylko przywileje”, pisał w 1939 r. Wincenty Lutosławski. Ziemianie pełnili często rolę lokalnych liderów społecznych, przyczyniając się do rozwoju gospodarczego i kulturalnego swoich regionów.

„Europa w rodzinie” to także metafora losów wielu ziemian po wybuchu II wojny światowej w 1939 r. W jej wyniku rodziny ziemiańskie zostały rozproszone po całym świecie — wielu z nich przebywa na emigracji do dziś, ale to właśnie dzięki silnym więzom rodzinnym utrzymują nieustannie kontakt z krajem i działają na jego rzecz.

Wystawa opowiada o polskim ziemiaństwie poprzez historię wybranych kilkunastu rodzin. Autorzy uznali, że tylko konkretne przykłady i konkretni ludzie uświadomią zwiedzającym, że była to grupa społeczna, której przedstawicieli można nazwać elitą, czyli w dzisiejszym rozumieniu tego słowa — lokalnymi liderami. Działania swoje prowadzili na wielu polach: gospodarczym, politycznym, charytatywnym czy kulturalnym. Niemal w każdej rodzinie ziemiańskiej można znaleźć postaci zaangażowane w wydarzenia znane z podręczników historii, postaci, które współtworzyły dzieje Polski i wpływały na ich bieg.

Projekt wystawienniczy IPN i PTZ „Europa w rodzinie. Ziemiaństwo polskie w XX wieku” opowiada także o zniszczeniu tej grupy społecznej w latach 1939–1945 przez totalitaryzmy nazistowski i komunistyczny, o jej wywłaszczeniu po 1944 roku, w okresie Polski Ludowej oraz o stratach, jakie nastąpiły wraz z likwidacją tej warstwy społecznej.

Wystawa przygotowana została w języku polskim, angielskim i francuskim.

 

 

 

 

 

czwartek, 7 grudnia 2023

Tajemnice szkatuły z Gołuchowa.

 Każdy dom ziemiański lub arystokratyczny posiadał galerię złożoną z portretów olejnych swoich antenatów, które gromadzone były na przestrzeni stuleci. Na pewnym etapie dziejów dzieła były oprawiane w ramy i umieszczane na ścianach komnat w formie tableaux z wizerunkami członków rodu.Towarzyszyły im również ich odpowiedniki w formie miniatur.

Kolekcja miniatur portretowych liczy nie więcej niż 1150 wizerunków, ale jest to największy i najbardziej różnorodny zbiór tego rodzaju w Polsce. Galerię postaci otwiera tondo (olej, blacha) z podobizną Johanna Kasimira von Pfalz Simmern Wittelsbacha (1543–1592), hrabiego Palatynatu Reńskiego, dzieło nieznanego artysty z 1586 r., a zamyka portrecik (1965) Ludwiki Hellerowej-Żurawskiej, autorstwa Anny Chamiec (1913–2000), pierwszego kustosza Gabinetu Miniatur.


326 dzieł pochodzi z wieku osiemnastego, kiedy to ten rodzaj portretowania osiągnął szczyty swojej popularności. Są to prace zarówno artystów polskich, jak i obcych. Na szczególną uwagę zasługują wizerunki malowane na cieniutkiej płytce z kości słoniowej powstałe za czasów panowania ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732–1798), które wyszły spod pędzla zdolnych uczniów tzw. Malarni Królewskiej, czyli Wincentego Lesseura (1745–1813), Józefa Kosińskiego (1753–1821), Franciszka Ksawerego Olexińskiego (1758–1826) czy Stanisława Marszałkiewicza (1789–1872). Jest to unikatowy zapis fizjonomii i strojów znanych postaci ówczesnej sceny politycznej i kulturalnej, zarówno monarchów i arystokratów, jak i aktorów, architektów czy zwykłych mieszczan.


Najliczniej jednak reprezentowane jest stulecie następne, bowiem z lat 1800–1900 pochodzi aż 526 miniatur, których twórcami są np. Jean-Baptiste Isabey (1767–1855), Heinrich Friedrich Füger (1751–1818), Moritz Michael Daffinger (1790–1849), Emmanuel Peter (1799–1873).
Bardzo ważną grupę stanowią obiekty będące częścią wielkich kolekcji rodowych, np. książąt Czartoryskich z Gołuchowa, książąt hesko-darmstadzkich lub hr. Potockich z Krzeszowic.


Ze względu na specyfikę tego gatunku miniatury portretowe możemy oglądać już tylko w muzeach lub na aukcjach dzieł sztuki.


Izabella Wiercińska, kustosz iwiercinska@mnw.art.pl













niedziela, 3 grudnia 2023

Wystąpienie prezesa PTZ podczas konferencji prasowej dn. 5 września 2014 roku

 

Wystąpienie prezesa PTZ podczas konferencji prasowej dn. 5 września 2014 roku

W tym roku, 6 września upływa 70 lat od uchwalenia w 1944 r. przez samozwańcze władze PKWN dekretu o reformie rolnej. W jego wyniku wyrzucono z rodzinnych domów całe środowisko ziemian, pozbawiając ich w sposób bezprawny i bez odszkodowania nie tylko miejsc pracy, ale także środków utrzymania i mieszkania. Jedną administracyjną decyzją zlikwidowane zostało ziemiaństwo jako warstwa społeczna, historyczna elita polska.

Wydarzenia o jakich dziś mówimy, mimo że miały miejsce siedem dekad temu i odbywały się w zupełnie innej sytuacji społeczno-politycznej, niestety nie mają charakteru wyłącznie historycznego. Stalinowskie dekrety uchwalone przez nielegalne władze i wprowadzane w życie siłą, pod osłoną sowieckich bagnetów, wciąż obowiązują w III RP.

Przez 25 lat trwania wolnej i demokratycznej Polski nie potrafiono, a może nie chciano rozwiązać tej kluczowej dla funkcjonowania naszego kraju kwestii, jaką stanowi uregulowanie stosunków własnościowych, zwane powszechnie reprywatyzacją.

Polskie Towarzystwo Ziemiańskie jest organizacją społeczną, zrzeszającą członków rodzin właścicieli ziemskich, bezprawnie wywłaszczonych ze swoich domów. Domagamy się zadośćuczynienia za dokonany zabór majątków ziemskich, przeprowadzony przez komunistyczne władze w latach 1944/45. Uważamy, że ostateczne uregulowanie tego problemu winno być priorytetem w działaniach rządu i stanowić symboliczne zamknięcie procesu budowania nowoczesnego i demokratycznego państwa prawa, pełnoprawnego członka Unii Europejskiej.

Opowiadamy się za ustawowym rozwiązaniem sprawy poprzez uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej, wzorem innych państw Europy środkowo-wschodniej. Powinno ono polegać na zwrocie składników majątkowych, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe w naturze, oraz wypłacie rekompensaty w ekwiwalentnej wysokości, w pozostałych wypadkach. Uznajemy to jako obowiązek państwa polskiego wobec swoich obywateli, który dotąd nie został spełniony, a jest niezbędny, jeśli chcemy aby Polska stała się krajem, w którym szanowane są prawa obywatelskie i własność prywatna. Szczegółowe warunki dotyczące zakresu restytucji i jej wysokości winny być wynikiem kompromisu wypracowanego przez środowiska poszkodowanych i przedstawicieli władzy. Osiągnięcie takiego porozumienia jest nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne. W tym celu musimy odrzucić nieprawdziwe i szkodliwe stereotypy dotyczące rzekomych kosztów i konsekwencji proponowanych rozwiązań. Potrzebne jest myślenie o Polsce, naszej ojczyźnie w kategoriach dobra wspólnego, w których realizować się mogą wszyscy obywatele razem, a nie kosztem siebie. Od polityków oczekujemy strategicznej, długofalowej wizji rozwoju kraju oraz wzniesienia się ponad partykularne interesy i doraźne korzyści, wynikające z kalendarzu wyborczego.

Brak restytucji mienia przynosi Polsce straty, zarówno w wymiarze moralnym jak i praktycznym. Utrata zaufania obywateli do własnego państwa i instytucji stanowiących prawo, tolerowanie patologicznych sytuacji, z których korzystają ludzie wywodzący się z dawnej nomenklatury, ograniczenie napływu kapitału z zagranicy i utrudnienia w inwestowaniu, paraliż bądź opóźnienia dużej części inwestycji, szczególnie na terenie Warszawy, nieefektywne zarządzanie majątkiem skarbu państwa, trwająca dewastacja i zagłada wielu dworów i pałaców stanowiących polskie dziedzictwo kulturowe – to najjaskrawsze przykłady braku poszanowania prawa własności.

Stoimy dziś w obliczu kilku ważnych rocznic: właśnie mija 70 lat od uchwalenia dekretu o reformie rolnej, niedawno obchodziliśmy 25 lat wskrzeszenia państwowości polskiej i 10 rocznicę uczestnictwa w strukturach Unii Europejskiej. Dlatego apelujemy do przedstawicieli władz i partii politycznych w naszym kraju o podjęcie tego wielkiego wyzwania, jakim jest ostateczne uregulowanie stosunków własnościowych w Polsce, połączone z zadośćuczynieniem poszkodowanym osobom. Stanowi to prawny i moralny obowiązek współcześnie rządzących wobec swoich obywateli, w tym historycznych elit społecznych, przez pokolenia pracujących na rzecz swojej Ojczyzny.

Marcin. K. Schirmer
Prezes ZG PTZ

niedziela, 2 kwietnia 2023

Filmowe emocje zaklęte w portretach artystów. Album fotografii artystycznej Henryka Pietkiewicza

 Henryk Pietkiewicz od wielu lat nieprzerwanie fotografuje gwiazdy polskiego kina. Jego album „Portrety artystów filmu polskiego” to zbiór fotografii, w których odnaleźć można całą paletę emocji, zaklętych w obliczach uwiecznionych artystów.


https://www.wprost.pl/kultura/10757083/filmowe-emocje-zaklete-w-portretach-artystow-album-fotografii-artystycznej-henryka-pietkiewicza.html

piątek, 15 października 2021

Nekrolog

 

Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość, że 18 czerwca 2021 roku odszedł od nas

ŚP. Marek Olgierd Donimirski herbu Brochwicz

Urodzony 6 lutego 1949 roku w Olsztynie.

Zasłużony członek Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego i jego wieloletni skarbnik.

Absolwent Akademii Rolniczo – Technicznej w Olsztynie – 1984

Rolnik, rzemieślnik, przedsiębiorca.

Od roku 1974 przejął gospodarstwo rolne po ojcu Olgierdzie w Mojdach.

W kadencji 1994 – 1998 Radny Gminy Stawiguda. W tych samych latach pełniący obowiązki wójta tej gminy. W latach 1994 – 2002 sołtys Mojd i Kręska.

Odznaczony honorową srebrną (80) i złotą (87) odznaką GUS.



Wyrazy głębokiego współczucia całej rodzinie składają:

Zarząd i członkowie PTZ Oddział w Olsztynie,

Zarząd Główny i Rada Naczelna PTZ



piątek, 23 lipca 2021

22 lipca 1944 – prawda o kłamstwie władzy ludowej.

 - Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego to świadectwo epoki, świadectwo przejmowania władzy państwowej w Polsce przez siły zależne od Związku Radzieckiego - powiedział historyk, prof. Wojciech Roszkowski.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego powstał w Moskwie 21 lipca 1944 i nazajutrz ogłosił swój manifest.

Zdjęcia, jakie znamy z historii, pokazujące rzekome rozlepianie plakatów z manifestem w dniu 22 lipca nie oddają prawdy. De facto zostały wykonane kilka dni, po wkroczeniu Armii Czerwonej do Chełma, a potem Lublina.

Z nadania Moskwy

Fakty te przypomniał prof. Wojciech Roszkowski w audycji Agnieszki Steckiej z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po najnowszej historii Polski".

- 22 lipca 1944 Manifest PKWN został przekazany do Polski jedynie drogą radiową - stwierdził w programie nadanym w październiku 1996 roku. - PKWN powstał w Moskwie z inicjatywy komunistów polskich, którzy się tam wówczas znajdowali. Dla ozdoby przyjęto do niego różnych polityków, nie należących przed wojną do KPP, ale kluczowe role odgrywali w nim komuniści.


piątek, 1 stycznia 2016

Wypędzeni, wymordowani, wyszydzeni

Zniszczenie ziemiaństwa polskiego było bodaj najpotworniejszym, bo najbardziej nieodwracalnym cięciem w zbrodniczej lobotomii, której przed siedemdziesięciu laty poddano Polaków. Operacja ta wyeliminowała z szarej tkanki narodu nie tylko znaczną część ośrodków odpowiedzialnych za pamięć – ale także za zdolności motoryczne ogłuszonego pacjenta. Wściekły atak na ziemiaństwo był bowiem nie tylko atakiem na polską tradycję narodową w samym jej mateczniku, ale także, a może przede wszystkim, śmiertelnym ciosem w bazę materialną, bez której nie może być mowy o jakiejkolwiek indywidualnej niezależności, a więc w odniesieniu do narodu – o niepodległości.

Rola polskiego dworu nie ograniczała się bynajmniej – jak wielu dzisiaj sądzi – do funkcji dekoracyjno‑sentymentalnych. Owszem – dwór był nierzadko najpiękniejszym, bo najmniej prowizorycznym, a najbardziej stałym, nierzadko wręcz odwiecznym elementem polskiego pejzażu prowincjonalnego. Ale przecież jego estetyka ściśle odpowiadała funkcjonalności – ta zaś wynikała przede wszystkim z autentycznych potrzeb i realnych możliwości gospodarczych. Dwór polski zapisany w legendzie literackiej: Soplicowo, Nawłoć, Wierna rzeka czy Wilko – to obraz o tyle mało realistyczny, że stanowczo za mało w nim po prostu codziennej, ciężkiej pracy. Bo polski dwór był przede wszystkim ośrodkiem zarządzania przedsiębiorstwem rolno‑spożywczym. Zasada zastaw się, a postaw się na dłuższą metę tu nie działała – kto żył ponad stan, ten i ziemię tracił, i sam dwór wraz z nią. Ci zaś, co trwali, zapewniali podstawy materialne nie tylko własnemu klanowi – ale całemu narodowi.

Dobrze wiedzieli o tym wszyscy jawni wrogowie i fałszywi przyjaciele niepodległej Polski – dlatego dwór polski stawał się pierwszą ofiarą ich akcji zaborczych i pacyfikacyjnych. To ziemiaństwo – jako oczywistą ostoję i esencję polskości – brano na celownik podczas „legitymowania ze szlachectwa” prowadzonego przez władze carskie po kolejnych powstaniach. Notabene: kto inny te powstania prowokował – ale to ziemiaństwo przede wszystkim płaciło rachunki. Płaciło daniną krwi ziemian poległych, więzionych, zesłanych – i ruiną majątków, plądrowanych i konfiskowanych.

Wystarczy jeden przykład z historii poprzedniego stulecia: nie byłoby wszak żadnej partyzantki ani nawet konspiracji w terenie na większą skalę, gdyby nie właśnie ziemiańskie dwory – ogniwa akcji „Tarcza” (albo: „Uprawa”, „Ochrona”, „S1”), w ramach której koordynowano pracę zaplecza materialnego AK. Była to praca systematyczna i wymierna (w gotówce i w naturze) – i bynajmniej niepozbawiona najwyższego ryzyka.
Gdyby nie „Uprawa”–„Tarcza” – przyznawał po wojnie generał Bór‑Komorowski – Armia Krajowa nie mogłaby była spełnić wielu swoich zasadniczych zadań (…) opieka „Tarczy” uchroniła od głodu, demoralizacji i rabunku wiele oddziałów partyzanckich powstających jak grzyby po deszczu po 1943 roku.
Jaka była cena tego patriotycznego zaangażowania? Proszę wziąć do ręki i bodaj tylko przerzucić monumentalną, dwutomową Listę strat ziemiaństwa polskiego 1939–1945 opracowaną przez profesora Krzysztofa Jasiewicza…

Stara złodziejska doktryna
Władza komunistyczna nie przypadkiem właśnie „panów” i „obszarników” plasowała na czele listy przeznaczonych do eliminacji „wrogów ludu” – obok innej kategorii najgorszych burżujów‑wyzyskiwaczy: fabrykantów, kamieniczników, kułaków (tj. szczególnie gospodarnych chłopów) i klechów (tj. samowystarczalnych proboszczów lub przeorów). Ich wszystkich trzeba było obrabować pod pretekstem „przywracania ludowi jego własności”, by następnie zabrać się za wszystkich pozostałych.

Po posiadaczach znaczniejszych majątków stopniowo bowiem przychodziła pora na posiadaczy czegokolwiek. Na początek jednak trzeba było jednych poszczuć na drugich – najprościej: zachęcając do rabunku albo przynajmniej współuczestnictwa w paserstwie. Dokonano tego, sięgając do ugruntowanego repertuaru propagandy rewolucyjnej: ogłoszono tak zwaną „reformę rolną”. Komuniści sowieccy wcale nie musieli wykonywać tej pracy od podstaw – co najmniej połowę roboty wykonali za nich wcześniej rodzimi rzecznicy „postępu”. Już przed wojną poważne sukcesy odniosła wszak agitacja wśród „ludu pracującego miast i wsi” – prowadzona nie tylko przez sowiecką agenturę, ale i przez rodzimych szermierzy „postępu”. Chodziło o spektakularne zakwestionowanie prawa własności. A ziemiaństwo było idealnym, bo w gruncie rzeczy bezbronnym kandydatem na pierwszą ofiarę.

Komuniści mieli doskonałe wyczucie w tej sprawie – rozumieli, że ludzie zaproszeni do współuczestnictwa w grabieży staną się automatycznie zakładnikami „władzy ludowej”, która umożliwiwszy im chwilowe wzbogacenie, tym łatwiej będzie mogła ich samych wyzuć później z wszelkiej własności, zapędzając do kołchozów. W Polsce proces ten nie został na szczęście sfinalizowany z taką konsekwencją, jak w wypadku innych podbitych narodów. Ale puszczone wówczas w ruch mechanizmy propagandy judzącej przeciwko „dworom i pałacom” były identyczne. A jak trwałe, tego dowodzą do dziś pokutujące w propagandzie Post‑PRL‑u klisze propagandowe, które jeszcze po śmierci obrażają pamięć dobrych Polaków i dobrych gospodarzy – polskich ziemian.

Przede wszystkim zaś trwają – jako integralny element systemu prawa obowiązującego w Polsce – słynne „dekrety wywłaszczeniowe” PKWN. Bezprawie dokonane za PRL przez polskojęzyczną władzę sowiecką zostało po latach podżyrowane i opatrzone pieczęcią z orłem w koronie przez Post‑PRL.

Ziemię odebrano obszarnikom jak najzupełniej słusznie – możemy przeczytać na forum internetowym „Gazety Wyborczej” – obszarnicy bowiem, aby posiąść swoje latyfundia, musieli najpierw wydziedziczyć z tej ziemi chłopów, którzy pracowali na niej odwiecznie. Reforma rolna była po prostu aktem dziejowej sprawiedliwości. Tak więc i dziś zdaje się prawym dziedzicom idei Proudhona i Lenina, że własność to kradzież. Z tym fundamentalnym nonsensem nie będziemy tu szerzej polemizować. Zauważmy tylko, że o ile nabycie własności w dawnej Polsce wiązało się częstokroć z publicznymi aktami wierności Rzeczypospolitej, Koronie Polskiej, czy personalnie Królowi Jegomości – o tyle nabycie własności w PRL i Post‑PRL wiązało się z reguły z aktami niewierności, nielojalności, odstępstwa od idei i praktyki polskiej niepodległości. To fundamentalna różnica – na naszą niekorzyść, rzecz jasna.

Warto też wspomnieć, że przynależność do stanu rycerskiego bynajmniej nie była dawnymi czasy pojmowana jako li tylko przywilej. Bo to był przede wszystkim obowiązek wiernej służby – aż do ofiary z własnego życia, o majątku nie mówiąc, w wojennej potrzebie na każde Ojczyzny wezwanie. I był ten obowiązek pojmowany i realizowany bardzo dosłownie – aż do samoniszczącej przesady. Właśnie z tego powodu bynajmniej nie każdemu chłopu czy mieszczaninowi marzył się szlachecki klejnot – czego dziś nie pojmuje mentalność zdefektowana przez jakobińską i bolszewicką propagandę.

Niepowetowana szkoda dla całej Polski
Zagłada ziemiaństwa – czy to przez dosłowną, fizyczną eksterminację (zabójstwa, wywózki i więzienia), czy to przez deklasację (wypędzenie i szykanowanie) – dokonała się ze szkodą nie bynajmniej samych ziemian tylko. Jest to niepowetowana strata dla całego narodu i cios w najżywotniejsze ośrodki całej polskiej cywilizacji. Wyeliminowano bowiem jedyną w polskiej strukturze społecznej tak liczną grupę ludzi mimo wszystkich wyjątków jednak normatywnie pracowitych i pobożnych – a zarazem wolnych i na swą miarę niezależnych, bo niefundujących rodzinnej egzystencji na państwowym etacie czy zagranicznej dotacji. Ludzi niezależnych od kaprysów innych w dostatecznym stopniu, by przynajmniej przy własnym stole – czy za oknem rządzą akurat Moskale, czy Prusacy – mogli sobie pozwalać na fanaberię bycia Polakiem.

Ile jest dziś w Polsce takich rodzinnych kręgów, w których niepodległość może być podtrzymywana bez obawy, że zagrozi to karierze partyjnej lub korporacyjnej? Sytuacja rysuje się pod tym względem niewątpliwie bardziej tragicznie niż jeszcze przed stu laty – zanim (sic!) Polska odzyskała niepodległość.

W naładowanym faktografią, a zarazem łamiącym serce filmie dokumentalnym Andrzeja Gajewskiego Zagłada ziemiaństwa polskiego (prod. Film Open Group 2013) Rafał Ziemkiewicz przytacza mrożącą krew w żyłach anegdotę z okresu „transformacji” lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Oto pytany wówczas o sprawę tak zwanej reprywatyzacji, tj. możliwości zwrotu mienia zagrabionego przez komunistów prawowitym właścicielom Bronisław Geremek (1932–2008), jeden z czołowych wówczas demiurgów Post‑PRL‑u miał wyjaśnić, że nic takiego w żadnym wypadku nie nastąpi, bo to nie nasz elektorat. Nie dziwota więc, że na tak zaprojektowanym fundamencie wyrasta nam tu od ćwierćwiecza coś tak dalece odbiegającego od marzeń o wolnej Polsce. Marzeń, które przecież przez stulecia piastował i przechował właśnie polski dwór.
  Grzegorz Braun

piątek, 11 grudnia 2015

Dewastacja kontrolowana, czyli jak doprowadzono do zagłady Polskę ziemiańską. PRL dokończył robotę zaczętą przez bolszewików, a III RP lekceważy problem…

Przeprowadzona w 1945 r. parcelacja majątków ziemskich, połączona z wyrzuceniem bez odszkodowania ich prawowitych właścicieli, spowodowała nieodwracalne zmiany na polskiej wsi. Dwór, który był dotąd nierozerwalnie związany z naszą historią i trwale wpisany w pejzaż Polski, został przez nową władzę brutalnie usunięty. I nie chodziło tylko o same zabudowania, materialne ślady ziemiańskiej kultury, której jest synonimem. Nowa władza doskonale zdawała sobie sprawę, że bez pozbawienia warstwy ziemiańskiej własności i bez wykorzenienia jej ze wsi nie będzie możliwe wprowadzenie nowego systemu w kraju.

 Dlatego rzeczywisty cel reformy rolnej miał charakter polityczny, a nie – jak to próbowano przedstawiać – społeczny czy też ekonomiczny. Przerwana została kilkusetletnia, polegająca na wzajemnej zależności i współpracy, współegzystencja dwóch ośrodków – dworu i wsi. Dwór był nośnikiem postępu rolniczego, cywilizacyjnego, największym pracodawcą i bastionem patriotyzmu w terenie. Wieś korzystała z dworskich lasów, pastwisk; jej mieszkańcy znajdowali tam miejsce zatrudnienia i zawsze mogli liczyć na pomoc w potrzebie. 



Dewastacja kontrolowana

W praktyce nie wystarczyło jednak wyrzucenie dawnych właścicieli. Pozostawione przez nich dwory były świadectwem dawnej kultury i wciąż oddziaływały na lokalną wyobraźnię. Toteż zamiast zaadaptować budynki do nowych potrzeb, tak aby mogły służyć lokalnej społeczności, celowo godzono się na ich dekapitalizację i stopniowe popadanie w ruinę.




Zniszczony dwór ziemiański w majątku Lisiogóra woj.Warszawskie gm. Przasnysz.
fot. 2010 rok.

 Gdy już nie nadawały się do remontu, były rozbierane bądź same ulegały zawaleniu przy całkowitej bierności, a nieraz i aprobacie miejscowych władz. W okresie PRL-u zniszczona została zdecydowana większość polskich dworów, pozbawiając nas tym samym istotnej części polskiego dziedzictwa kulturowego. Wbrew obiegowym opiniom to nie działania wojenne, okupacja czy też wrogie armie dokonały aktu zniszczenia, ale nowa, ludowa władza i wprowadzana przez nią obłędna ideologia.
Niszczenie ziemiańskiego świata

Proces niszczenia ziemiaństwa polskiego rozpoczął się wcześniej, podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. Dotknął on tylko wschodnią część Polski, ale zniszczenia miały charakter totalny. Dla bolszewików dwory i ziemiaństwo były wrogiem numer jeden, a metody, jakimi z nimi walczono, były iście barbarzyńskie. Ci, którzy nie zdołali uciec, byli mordowani, zabudowania i wyposażenie zaś celowo dewastowano.
Świat utrwalony w monumentalnej pracy R. Atanazego „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej”, w której autor opisał na podstawie wspomnień i strzępków fotografii dawne wspaniałe, wypełnione dziełami sztuki i rodzinnymi pamiątkami kresowe rezydencje, odszedł bezpowrotnie.
Później, po dwudziestu latach względnej stabilizacji okresu międzywojennego, nastąpiły dwie okupacje, podczas których ziemianie byli postrzegani jako wrogowie.
O ile na terenach przyłączonych do Rzeszy wszyscy ziemianie dostali nakaz natychmiastowej eksmisji, a na ich miejsce osadzono zarządców niemieckich, to na terenie Generalnego Gubernatorstwa tolerowano dawnych właścicieli. Z kolei to, co spotkało ziemiaństwo we wschodniej części kraju, zajętej przez armię sowiecką, było prawdziwą hekatombą. Zostało ono z całą mocą zniszczone z powodów ideologicznych, a ci, których wkraczające wojska nie wymordowały, byli wysyłani do łagrów. Koniec wojny przyniósł ostateczną zagładę ziemiańskiego świata, a końcowym tego akordem był już wspomniany dekret o reformie rolnej.

Zaniedbania III RP

Niestety, wbrew nadziejom środowiska ziemiańskiego, sytuacja nie uległa zmianie po odrodzeniu się wolnej Polski w 1989 r. Pomimo wielu prób nie doszło do uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej, która choć w części rekompensowałaby straty, jakie ta grupa poniosła. Te dwory, które jeszcze przetrwały, nie tylko nie powróciły do prawowitych właścicieli, ale dalej niszczeją. Świadczy to o całkowitym niedocenieniu czy wręcz lekceważeniu naszego dziedzictwa kulturowego. Dwór polski, który przez wieki był ostoją kultury, patriotyzmu i oświaty, mógłby z powodzeniem taką rolę pełnić dalej, z korzyścią dla kraju i obywateli.
Marcin K. Schirmer
; autor jest wiceprezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Zagłada polskich dworów

Druga wojna światowa i ustrojowe zmiany, jakie po niej zaszły, oznaczały nie tylko koniec Polski niepodległej, ale także zagładę Polski ziemiańskiej. 


 Przeprowadzona w 1945 r. parcelacja majątków ziemskich, połączona z wyrzuceniem bez odszkodowania ich prawowitych właścicieli, spowodowała nieodwracalne zmiany na polskiej wsi. Dwór, który był dotąd nierozerwalnie związany z naszą historią i trwale wpisany w pejzaż Polski, został przez nową władzę brutalnie usunięty. I nie chodziło tylko o same zabudowania, materialne ślady ziemiańskiej kultury, której jest synonimem. Nowa władza doskonale zdawała sobie sprawę, że bez pozbawienia warstwy ziemiańskiej własności i bez wykorzenienia jej ze wsi nie będzie możliwe wprowadzenie nowego systemu w kraju. Dlatego rzeczywisty cel reformy rolnej miał charakter polityczny, a nie – jak to próbowano przedstawiać – społeczny czy też ekonomiczny. Przerwana została kilkusetletnia, polegająca na wzajemnej zależności i współpracy, współegzystencja dwóch ośrodków – dworu i wsi. Dwór był nośnikiem postępu rolniczego, cywilizacyjnego, największym pracodawcą i bastionem patriotyzmu w terenie. Wieś korzystała z dworskich lasów, pastwisk; jej mieszkańcy znajdowali tam miejsce zatrudnienia i zawsze mogli liczyć na pomoc w potrzebie. 


 Dewastacja kontrolowana

 Proces niszczenia ziemiaństwa polskiego rozpoczął się wcześniej, podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. Dotknął on tylko wschodnią część Polski, ale zniszczenia miały charakter totalny. Dla bolszewików dwory i ziemiaństwo były wrogiem numer jeden, a metody, jakimi z nimi walczono, były iście barbarzyńskie. Ci, którzy nie zdołali uciec, byli mordowani, zabudowania i wyposażenie zaś celowo dewastowano. Świat utrwalony w monumentalnej pracy R. Atanazego „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej”, w której autor opisał na podstawie wspomnień i strzępków fotografii dawne wspaniałe, wypełnione dziełami sztuki i rodzinnymi pamiątkami kresowe rezydencje, odszedł bezpowrotnie.
Później, po dwudziestu latach względnej stabilizacji okresu międzywojennego, nastąpiły dwie okupacje, podczas których ziemianie byli postrzegani jako wrogowie. O ile na terenach przyłączonych do Rzeszy wszyscy ziemianie dostali nakaz natychmiastowej eksmisji, a na ich miejsce osadzono zarządców niemieckich, to na terenie Generalnego Gubernatorstwa tolerowano dawnych właścicieli. Z kolei to, co spotkało ziemiaństwo we wschodniej części kraju, zajętej przez armię sowiecką, było prawdziwą hekatombą. Zostało ono z całą mocą zniszczone z powodów ideologicznych, a ci, których wkraczające wojska nie wymordowały, byli wysyłani do łagrów. Koniec wojny przyniósł ostateczną zagładę ziemiańskiego świata, a końcowym tego akordem był już wspomniany dekret o reformie rolnej.


 Zaniedbania III RP

 Niestety, wbrew nadziejom środowiska ziemiańskiego, sytuacja nie uległa zmianie po odrodzeniu się wolnej Polski w 1989 r. Pomimo wielu prób nie doszło do uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej, która choć w części rekompensowałaby straty, jakie ta grupa poniosła. Te dwory, które jeszcze przetrwały, nie tylko nie powróciły do prawowitych właścicieli, ale dalej niszczeją. Świadczy to o całkowitym niedocenieniu czy wręcz lekceważeniu naszego dziedzictwa kulturowego. Dwór polski, który przez wieki był ostoją kultury, patriotyzmu i oświaty, mógłby z powodzeniem taką rolę pełnić dalej, z korzyścią dla kraju i obywateli.
Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego


sobota, 9 marca 2013

Powstanie Krakowskie



Powstanie Krakowskie (21 lutego - 4 marca 1846), było próbą ogólnonarodowego powstania pod hasłami demokracji, podjętą w Wolnym Mieście Krakowie. Było też jedynym polskim zrywem narodowowyzwoleńczym wymierzonym przeciwko trzem zaborcom jednocześnie: Rosji, Prusom, Austrii, ponieważ były to tzw. „państwa opiekuńcze” Rzeczypospolitej Krakowskiej.

Po upadku Powstania listopadowego pragnienie wolności i niepodległości Ojczyzny nie zagasło mimo represji zaborców. Głównymi głosicielami idei wolnej Ojczyzny było ziemiaństwo i część arystokracji.

Kraków w tym czasie, na podstawie postanowień Kongresu wiedeńskiego, miał status Wolnego Miasta i tu właśnie rozpoczęły się wydarzenia noszące w historii miano Powstania Krakowskiego. Do walk, starć i wystąpień zbrojnych doszło na terenie Krakowa i Galicji, Wielkopolski oraz Królestwa Kongresowego, a więc we wszystkich trzech Zaborach.

Przygotowania
Po niepowodzeniach wcześniejszych zrywów narodowych zaczęto brać pod uwagę rolę chłopów w walkach powstańczych. Powstanie w Krakowie chciano oprzeć na sile chłopskich rąk. W zamian za pomoc, utworzony tu Rząd Narodowy Rzeczypospolitej Polskiej obiecał uwłaszczenie chłopów, przydzielenie im ziemi i utworzenie warsztatów narodowych. Jednak zamiar przyciągnięcia chłopów do powstania nie powiódł się. Podstawową przyczyną niepowodzenia był fakt, iż głoszeniem i tłumaczeniem obietnic wśród najniższej warstwy społeczeństwa zajęła się jedynie niewielka garstka ludzi. Był wśród nich m.in. Edward Dembowski.

W styczniu 1846 ustalono skład Rządu Narodowego. Weszli do niego: Karol Libelt z Poznańskiego, Ludwik Gorzkowski z Krakowa i Jan Tyssowski z Galicji oraz dwaj przedstawiciele tzw. Centralizacji. W lutym hr. Henryk Poniński zadenuncjował pruskiej policji spiskowców i około 70 aresztowano wraz z przywódcami Karolem Libeltem i Ludwikiem Mierosławskim, ujętym w Świniarach oraz skazanym na karę śmierci, której uniknął dzięki rewolucji berlińskiej. Do aresztowań doszło też we Lwowie. Podobnie było w Krośnie. Przy końcu 1845 Edward Dembowski i Teofil Barwiński organizują powstańcze komitety ze szlachtą i inteligencją, oraz wybierają dowódcę na Okręg Krośnieńsko-Jasielski; Feliksa Bolechowskiego, a po jego aresztowaniu, w dniu 15 lutego 1846, Franciszka Wolańskiego z Gorlickiego.

Wybrane adresy internetowe P.T.Z.